Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dior. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dior. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 maja 2012

Miss Dior Cherie Eau De Printemps



Dzisiaj zapraszam na moją pierwszą recenzję o perfumach. Jako, że jestem perfumową maniaczką, możecie spodziewać się więcej takich notek w przyszłości.
Na celownik idzie re-edycja kultowego Miss Dior Cherie: wersja Eau de Printemps.

Co urzekło mnie w tych perfumach?
Zdecydowanie flakon - grawerowana pepitka na dnie flakonu, uroczy motyw koronki i kokardka na korku(jak wisienka na torcie) zadecydowały o chęci poznania tego zapachu.


Nuty zapachowe:
nuta głowy: czerwona pomarańcza, kalabryjska bergamotka
nuta serca: jaśmin, olejek neroli, olejek różany
nuta bazy: paczula

Wygląd flakonu jest o wiele słodszy aniżeli wartość zapachowa w jego wnętrzu: wyczuć możemy cytrusy, jaśmin, różę i gdzieś głęboko tkwiącą paczulę, której zapach zaczyna wydobywać się po upływie paru chwil. I choć projektant chciał stworzyć lekką wersję dotychczasowej EDP, wyszło niezbyt wiosennie: dla mnie zapach w ciepłe dni staje się mocno cytrusowy, po prostu kwaśny, brakuje typowo kwiatowych woni. Zdecydowanie wolę używać niezgodnie z przeznaczeniem: jesienią i zimą.

Zapach podobny jest do zwykłej edycji, i choć skład uległ nieznacznej zmianie to wiele osób rozpoznaje tą limitowaną edycję jako klasyczną "miss-diorkę". Z tą różnicą, ze eau de printemps jest nieco mnie trwała. Na mojej skórze zapach utrzymuje się do 5-6 godzin, gdzie w przypadku EDP zapach potrafił utrzymywać się nawet po kąpieli.

Ja osobiście wyczuwam delikatny niuans pomiędy moim flakonem a "starą wersją", i moje upodobania zdecydowanie bardziej mają się w kierunku koronkowej edycji.



Niestety obecnie zapach jest już nie do kupienia w stacjonarnych perfumeriach. Można upolowac je jeszcze w perfumeriach internetowych, gdzie "zalegają" na magazynach, albo na Allegro.

Kojarzycie ten zapach? A może któraś z Was ma bardziej pochlebne zdanie o nim? A może wolicie klasyczną Miss Dior Cherie? Czekam na Wasze opinie!

środa, 11 kwietnia 2012

Diorshow 360 - tusz o wielu "twarzach"



Hay! Po długiej abstynencji przychodzę z nową recenzją. Długo zastanawiałam się czy ją dodać, czy tusz rzeczywiście warty jest recenzowania, no i jak pokażę pełne możliwości szczoteczki za pomocą zdjęć (niestety filmików nie kręcę).

Zdecydowałam, że napiszę małe co nieco. Pierwsza pod lupę idzie:

KONSYSTENCJA TUSZU:
Drogeryjne tusze mają to do siebie, ze od nowości są bardzo wilgotne, i "prawidłowej" konsystencji nabierają po około dwóch tygodniach, kiedy do środka wpompuje się troche powietrza i tusz zacznie lekko podsychać. Diorshow 360 od początku był wporządku - nie za suchy, nie za mokry. Rzęsy oblepia albo sowicie, albo licho - ale o tym dalej, pod hasłem: aplikacja. Tusz nie jest niezniszczalny - pod koniec dnia obsypuje się - i za to minus.

SZCZOTECZKA:
Inspiracją do stworzenia kształtu szczoteczki były nici DNA, taki bajer bo z ergonomią kształtu oka niewiele to ma wspólnego - w połączeniu z obrotami wokół własnej osi wydaje się mieć to bardziej sensowną ideologię - dla mnie w dalszym ciągu niewystarczającą. Na zdjęciu widać jaka jest fikuśna.



APLIKACJA:
Skąd tytuł posta? Otóż z faktu, że żaden z moich dotychczasowych tuszów nigdy mnie nie zaskoczył o poranku. Ten każdego dnia wygląda inaczej - szerokie odstępy między rzęskami szczoteczki potrafią sklejać, ale za innym razem rzęsy są całkiem przyjemnie rozdzielone. Porzuciłam funkcję obracania bo potęgowało to efekt "owadzich nóżek" juz przy drugiej warstwie. Ogólnie tak: bez użycia baterii rzęsy są wydłużone, przy umiejętnej aplikacji mocno od siebie odseperowane, ale nigdy pogrubione, wykorzystując pełnię możliwości otrzymamy rzęsy obficie oblebione tuszem, pogrubione od nasady, ale łatwo o sklejenie, pierwszy raz mam wrażenie "nieestetyczności". Czasami (nie wiem jak to możliwe, wybieram dobrą stronę kręcenia się) wplątuje się w rzęsy przy wewnętrznym kąciuku oka (może dlatego, że zmieniamy wtedy kąt ustawienia szczoteczki, fakt faktem w niewielkim stopniu, ale może to jest powód, dla którego tak się dzieje - inaczej nie umiem tego wytłumaczyć). Jednym słowem: Tusz oferuje wiele możliwości -Wybór należy do Was.





PODSUMOWAUJĄC:
Ciężko mi porównać ten tusz do innych produktów Diora - stosowałam Diorshow Blackout, który moje rzęsy niemiłosiernie sklejał ale za to nic innego ich tak nie wywijało! Potem przyszedł czas na Iconic - efekt jaki dawał był dla mnie zbyt naturalny, i nie: czterdziesta warstwa nie dawała mi pożądanego efektu. Jeśli miałabym polecać któryś z tej trójki to byłby to recenzowany 360.
W kwestii żywotności baterii mogę powiedzieć tylko tyle, że od dwóch miesięcy przy codziennym uzywaniu dalej jest sprawna. Tusz po tym czasie nie wysechł, wszystko jest w porządku (Diory wolną schną bo pakują je w niebotyczne pojemności - 10ml, czasem 11,5ml). Niestety cena jest wygórowania - obecnie trzeba wydać 172zł (spokojnie, cena jeszcze pójdzie o kilka oczek w górę :), o my biedne). Ogólnie: Oceniam na czwórę z minusem.